Według koncepcji McLeana nasz mózg składa się z trzech części: mózgu gadziego, mózgu paleossaków i mózgu neossaków. Rozwinęły się one w różnych fazach ewolucji (to informacja dla tych, którzy wierzą w ewolucję ), przy czym systemy starsze cały czas ewoluowały i udoskonalały połączenia z resztą mózgu. Nie muszę chyba dodawać, że tą najstarszą częścią jest mózg gadzi. W jego skład wchodzi tyłomózgowie i śródmózgowie, pal zresztą licho co, bo nie o anatomii jest ta książeczka. Ważne jest to, że mózg gadzi zawiera, jak twierdzi McLean podstawy zachowania wszystkich zwierząt:

    Ile razy czytam o mózgu gadzim, tyle razy przed oczami staje mi firma ze swoim terytorium, hierarchią, osobnikami tego samego gatunku, przed którymi trzeba się płaszczyć (szefowie), straszyć ich (podwładni), lub do nich się zalecać (w przypadku zalecania się do szefa czynność ta bywa nazywana lizusostwem, zwłaszcza jeśli szef jest dużym frędzlem (poszukajcie w słowniku wyrazów bliskoznacznych, co miałem na myśli), ale w innych przypadkach jest tym, co umila pobyt w firmie). No i oczywiście mózg gadzi kojarzy się z ograniczą czasu, gdyż to on jest odpowiedzialny za organizowanie codziennych czynności!
    Co z tego wynika? Ano mniej więcej tyle, że sposób, w jaki organizujemy sobie czas jest sterowany przez niezmiernie pierwotną i niepodlegającą świadomemu oglądowi część mózgu. W związku z tym wpłynąć na nią jest niezmiernie trudno i wymaga to bardzo ciężkiego i długotrwałego treningu przypominającego warunkowanie współczesnych marines. Osoby, które nauczyły się poprawnie zarządzać sobą w czasie przeszy (z reguły) przez niezłą szkołę życia, której nie zastąpi jednodniowe szkolenie.